IMG_1282

Nie myśl o plaży i dzieciach (komunikacja niewerbalna, wersja plażowa).

Nie jest może zbyt oryginalnym w sierpniu pisać o wakacyjnym klimacie i nadbałtyckiej plaży, ale w opisaną sytuację zaangażowałam się osobiście, a jednocześnie dała mi sporo do myślenia w kontekście komunikacji niewerbalnej i obserwacji.

Bałtyk. Dorośli, dzieci w najróżniejszym wieku, psy i mewy.  Cała plaża ubrana w kolorowe ręczniki, koce i nawet nie za dużo parawanów – wręcz wydaje się, że społeczeństwo w kontakcie. Gdzieniegdzie, słychać nawet czasami jakieś „dzień dobry”.

Dziecko na plaży i inni.

Jest już późne popołudnie, gdy spostrzegam chłopca, z wiaderkiem w ręku, idącego plażą. Mija kolejne koce, cały czas idzie do przodu. I nic. Idzie. Podchodzę do niego, zaczyna płakać i nie jest w stanie powiedzieć jak się nazywa i co się stało. Ruszam z małym człowiekiem za rękę w kierunku, z którego przyszedł i głośno powtarzam: Szukamy Mamy! Szukamy Mamy!. Mijają kolejne metry i nikt nie zwraca na mnie uwagi. Przed sobą, około 1km dalej, na plaży widzę poruszenie. Cały czas idę i wołam: Szukamy Mamy!. W pewnym momencie podbiegają ludzie i pytają się czy ten chłopczyk to H. Zbiega się tłum. Dziecko trafia w ręce osoby, która zna jego imię i nazwisko.

Co się stało? Oczyma interwenta kryzysowego.

Historia jakich wiele zapewne na naszych i nie tylko plażach. Tym razem, na szczęście, z szybkim i dobrym zakończeniem. A co się tak naprawdę stało? Przyjrzyjmy się tej sytuacji oczyma kogoś z doświadczeniem w rozpoznawaniu sygnałów niewerbalnych i sytuacji kryzysowych.

Jest późne popołudnie i większość plażowiczów jest już zmęczona palącym słońcem.  Między kocami idzie dziecko w wieku około 3-4 lata. Ma opuszczone ramiona i schyloną głowę, cała jego postawa jest „zapadnięta do środka”. Niesie tylko wiaderko, puste, niczego nie zbiera i idzie tylko do przodu w linii prostej. Mija kolejne koce i kolejne osoby i idzie dalej. Nie skacze, nie rozgląda się i nie woła. Jest ciche i po wyglądzie można przypuszczać, że jest smutne. Pochodzę do dziecka. Nikt nie protestuje. Żaden dorosły nie interesuje się czemu ktoś obcy zaczepia jego dziecko. To dla mnie oznacza, że opiekunowie dziecka są poza zasięgiem wzroku. Obserwuję otoczenie. Nikt się nie rusza. Zaczynam mówić do dziecka, przedstawiam się i pytam gdzie mama. Chłopiec zaczyna płakać i nic nie mówi. Delikatnie oglądam jego rączki, czy ma coś napisane, albo ma może jaką bransoletkę, cokolwiek co pozwoli mi zidentyfikować kim jest. Niestety nie ma. Biorę go za rękę i idę w kierunku, z którego przyszedł. Wołam: Szukamy Mamy!. Nikt się nie podnosi i nikt nie reaguje.

Dopiero patrząc dalej, w dużej odległości, widzę na plaży poruszenie. Wyraźna jest granica, do której dotarła poruszająca informacja o zaginięciu dziecka. Widać gdzie ludzie jeszcze nie wiedzą i leżą na plaży angażując się tylko w odpoczynek, a gdzie już informacja jest jasna i wszyscy wiedzą, a spora część ludzi stara się coś zrobić – szukać, rozglądać się. Widać osoby stojące w wodzie i rozglądające się, widać również osoby krążące po plaży, przy wydmach. Dochodzimy z małą zgubą do „granicy informacji” i nagle moje wołanie: Szukam Mamy! zaczyna działać. Ludzie się podnoszą, obserwują nas i jednocześnie widzę nadbiegające osoby z różnych kierunków. Pierwsza podbiega pani z ciemnymi, krótkimi włosami, w ciemnym kostiumie, w wieku około 28-30 lat i pyta się czy to jest H. Ponieważ nie wiem jak się nazywa dziecko patrzę jak ono reaguje. Chłopiec podnosi głowę i widzę, że rozluźnia się na dźwięk swojego nazwiska, a następnie odchodzi za rękę w kierunku swoich rodziców. Okazało się, że chłopiec spacerował tak prawie 2 km. Policja i ratownicy już zostali postawieni w stan alarmowy.

Na szczęście tym razem, wszystko się dobrze skończyło.

Co się stało? Oczyma plażowiczów.

Najciekawsze było to co usłyszałam po całym zdarzeniu. Wszyscy byli zdziwieni skąd ja znalazłam to dziecko, z której strony ten chłopiec szedł. Dużo osób zwróciło uwagę na dziecko dopiero, jak i on, i ja, kucaliśmy na plaży i chłopiec zaczął płakać po moim pytaniu o mamę. Nikt nie pamiętał kierunku, z którego dziecko szło. Chłopiec nie płakał i nie krzyczał wołając mamy, tylko szedł – a to niestety nie kojarzy nam się z sytuacją kryzysową w standardowym zakresie. Wiele osób nie widziało w tym nic nadzwyczajnego. Równie niewiele osób było w stanie zauważyć gdzie dzieje się coś innego na plaży i jakie są oznaki sytuacji kryzysowej w tłumie. Większość osób widzi to co dla nich jest najważniejsze, widzi tylko to co dotyczy ich osobiście i ich dzieci. Nie obserwuje i nie rozpoznaje sytuacji.

Komunikacja niewerbalna poza plażą.

Można powiedzieć, że przytoczony przeze mnie przykład jest oderwany od codziennej rzeczywistości, rzadko się zdarza, i może po prostu trzeba pilnować swoich dzieci. Oczywiście, trudno się nie zgodzić z taką opinią, jednak z drugiej strony może pokazuje to też jak bardzo jesteśmy „ślepi” na to co się dzieje wokół nas i jak bardzo nie rozpoznajemy komunikacji niewerbalnej. A jeżeli do tego dochodzi zmęczenie, napięcie, presja –  to ciekawe ile rzeczy przestaje dla nas istnieć i jak bardzo „nie czytamy” naszych przełożonych, znajomych, partnerów, czy dzieci.

Pomyśl przez chwile – z kim dziś rozmawiałeś? Ostatnia osoba, z którą zamieniłeś kilka zdań, w co była ubrana? A zwróciłeś uwagę czy ma zegarek, biżuterię? Hmmm? A jak myślisz czy ją słuchałeś czy tylko słyszałeś?

 

Zapraszam na szkolenia na których nauczę Cię korzystać z komunikacji niewerbalnej…nie tylko na plaży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *